Paralaksa tła

Pięć chorób składki zdrowotnej


Pięć chorób składki zdrowotnej

Trybunał Konstytucyjny wydał jakiś czas temu wyrok, w którym uznał wysokość tzw.  „kwoty wolnej” jako niekonstytucyjną. Sprzeczną z przepisem, który mówi, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Argumentował, że przedmiotem podatku nie może być kwota niższa niż minimum egzystencjalne. W kontekście dyskusji o kwocie wolnej coraz częściej nasuwa mi się pytanie, co w takim razie ze składkami na ZUS? A w szczególności co w takim razie ze składką na ubezpieczenie zdrowotne? Osobiście uważam ją za najgorszy i najbardziej chory element naszego systemu, który każdego dnia narusza minimum egzystencjalne przedsiębiorców. Poniżej postaram się nakreślić wszystkie wady obecnej konstrukcji składki zdrowotnej.

Na początek zastanówmy się jaka jest funkcja składki zdrowotnej? Zapewnienie funduszy na funkcjonowanie służby zdrowia. To oczywiste dla każdego. Chcemy mieć bezpłatną służbę zdrowia (przynajmniej póki co taki jest konsensus), więc zasadniczo powinniśmy się „wszyscy” na niego zrzucić. Służba zdrowia, a właściwie NFZ finansuje się na dwa podstawowe sposoby: dostaje pieniądze z budżetu oraz od obywateli płacących w postaci składki zdrowotnej. Pominę pierwszą część a skupię się na składce zdrowotnej. Pracownicy i zatrudnieni na umowie zlecenia płacą proporcjonalnie do swoich zarobków. Czy zarabiający lepiej więcej dostaje więcej? Nie. System jest zero-jedynkowy. Podlegasz ubezpieczeniu albo nie podlegasz. Każdy dostaje zasadniczo taki sam dostęp (lub jego brak) do służby zdrowia. Można się jednak zgodzić, że zarabiający lepiej powinni dorzucać proporcjonalnie więcej do tego systemu i tak się dzieje. Przeważnie zarabiający dużo płacą dużą składkę zdrowotną a jednocześnie i tak leczą się prywatnie. To samo w sobie jest już dla niektórych oburzające, ale systemowo zrozumiałe. Cyrk zaczyna się gdy przyjrzymy się jak płacą przedsiębiorcy, albo pracownicy którzy postanowią dorobić po pracy.

Choroba pierwsza: płaskostopie, czyli nie ważne co robisz, zawsze płacisz tyle samo

Przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą płacą za siebie stałą kwotę składki zdrowotnej. Zakładasz działalność gospodarczą i od następnego miesiąca musisz do 10 dnia miesiąca zapłacić 279 zł i 41 gr (stan na 2015 r.). Jeszcze nic nie zarobiłeś? Nieważne, musisz płacić. Zarobiłeś 100 zł? Nieważne, musisz płacić. Zarobiłeś 3 mln złotych? Tyle samo, 279 zł 41 gr. Nie jest ważne ile zarabiasz, dokładasz się tyle samo do systemu z samego faktu, że jesteś przedsiębiorcą. W praktyce mali, ledwie wiążący koniec końców przedsiębiorcy lub startupowcy są dożynani comiesięczną składką, którą muszą zapłacić zanim sami zjedzą a z drugiej dobrze radzący sobie przedsiębiorcy płacą symboliczną nic nie znaczącą kwotę.

Choroba druga: wada po(d)stawy czyli wysokość składki wzięta z sufitu

Skąd bierze się ta przytoczona wyżej kwota? To tzw. 9% od ¾ średniego wynagrodzenia. Przy czym uwaga, średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Czyli takiego, które zatrudnia powyżej 9 pracowników. Umówmy się, gdy stać Cię na 9 pracowników, to prawdopodobnie twój biznes radzi sobie już całkiem nieźle i w dobrych miesiącach stać Cię na wyższą składkę. Do tego czasu jednak pewnie poradziłeś sobie z kilkunastoma kryzysami, podczas których miesiąc w miesiąc płaciłeś składkę w tej samej wysokości. Niemniej podstawę wysokości tej składki opiera się na średniej, która nie jest nawet średnią dla przedsiębiorców a dla przedsiębiorców małych, średnich i dużych. Czyli wyklucza się jednoosobowych i mikroprzedsiębiorców z równania, ale każe im płacić dokładnie taką samą składkę. Mało tego, co roku ulega ona podwyższeniu. Czemu miałaby w końcu spaść? Jeżeli przedsiębiorstwo większe niż mające 9 pracowników sobie nie radzi to upada z hukiem, a średnią policzymy dla działających – czyli radzących sobie dobrze. A płacić będą wszyscy.

Choroba trzecia: kleptomania, czyli okradanie samorządów

Tutaj niektórzy mogą złapać się za głowę, ale już tłumaczę o co chodzi. Najczęściej podnoszonym argumentem na obronę składki zdrowotnej jest taki, że większość składki zdrowotnej mogę sobie odliczyć od podatku dochodowego. Oczywiście jest to rewelacyjne gdy można ją odliczyć w całości. Gdy nie zarabia się wiele to jest już trochę gorzej. W praktyce jednak realnie w ramach budżetu zmniejsza się wpływy z PIT, a zwiększa ze składki zdrowotnej. Dla nas nie ma to znaczenia? A właśnie, że ma. Głównym źródłem dochodu samorządów, a dokładniej gmin są przychody z PIT. Gminy walczą o to, żeby płacić podatki na ich terenie. Jeżeli płacimy więcej składki zdrowotnej a mniej PIT to nasz samorząd ma z tego tytułu mniej pieniędzy. NFZ koniec końców dostanie swoje z budżetu. Nasza gmina niekoniecznie. Koniec końców i tak płacimy za to wszyscy, ale jednak wolałbym płacić PIT. Od tego co zarobię. Nawet większy, ale chociaż bym płacił od tego co mam, wtedy gdy to mam.

Choroba czwarta: schizofrenia, czyli wielokrotność składki zdrowotnej

Składka zdrowotna ma finansować NFZ, tymczasem nakładana jest niczym haracz za sam fakt, że jesteś przedsiębiorcą. W szczególności przekonują się Ci, którzy próbują dorobić legalnie mając zarówno firmę jak i umowę o pracę. A jeszcze jak do tego mają spółkę cywilną to już w ogóle. Od każdego tytułu płacą składkę zdrowotną. Od umowy o pracę płacą proporcjonalnie do zarobków na umowie o pracę. Od zarejestrowanej firmy płacą kolejny raz (tutaj te znane już 279 zł 41 gry), od każdej spółki cywilnej w jakiej są również muszą zapłacić 279 zł 41 gr. Czy z tego tytułu przysługuje im cokolwiek? Nie. Czy ma znaczenie ile zarabiają? Nie. Po prostu mają płacić od każdego tytułu.

Chęć legalnego dorobienia po pracy jest karana dodatkową składką zdrowotną. Mając umowę o pracę i działalność gospodarczą nie płacisz pozostałych składek na działalności (o ile zarabiasz co najmniej minimalną), jednak zdrowotna zawsze Cię dopadnie. Jak chcesz założyć działalność w której po godzinach dorobiłbyś sobie 500 zł miesięcznie do pensji to zapomnij. Większość zabierze Ci Państwo. A następnego dnia obejrzysz w mediach gadającą głowę narzekającą na szarą strefę. A projekt zniesienie wielokrotności składki zdrowotnej był nawet procesowany w Sejmie. Ostatecznie upadł. I tak będziemy płacić i płacić aż ktoś się wreszcie łaskawie zlituje nad próbującymi się wyrwać z etatu na działalność (rekordowo płaciłem z trzech tytułów).

Choroba piąta: ADHD, czyli niepodzielność (uwagi) składki zdrowotnej

Niezależnie od tego czy prowadzisz działalność cały miesiąc czy tylko połowę to płacisz składkę zdrowotną w pełnej wysokości. Gdy jesteś chory dwa tygodnie? Płacisz za miesiąc. Zawiesiłeś działalność w połowie miesiąca? Pełna wysokość. W przypadku składek na ZUS, to ile musisz zapłacić wynika z tego ile czasu realnie prowadziłeś swoją działalność (chociaż nadal nie ma znaczenia ile zarabiasz). Składka zdrowotna jest tutaj bezwzględna. Zawsze tyle samo niezależnie od tego co się z Tobą działo.

Podsumowując, składka zdrowotna jest skrajnie niesprawiedliwa dla przedsiębiorców. W ogóle nie uwzględnia poziomu zarobków, nie uwzględnia sytuacji ich biznesu, nie bierze pod uwagę czy przedsiębiorca prowadził działalność cały miesiąc czy jedynie tydzień. Zawsze płaci tyle samo i to od każdego tytułu. Za sam fakt, że jest przedsiębiorcą. Najpierw musi zapłacić, a dopiero potem może zjeść. Jak nie ma z czego to i tak ma zapłacić. A jak zarobił jako przedsiębiorca tyle, że może kupić sobie szpital? To też płaci tyle samo. To jest dopiero sprzeczne z zasadą sprawiedliwości społecznej.